90 lat życia, które dla wielu osób z tego pokolenia mogłoby być gotowym scenariuszem filmu. Dzieciństwo w czasie wojny, odwaga młodej dziewczyny, która z jedną walizką rusza w nieznane, wielka miłość, rodzina i dom, o który dbała przez całe życie.
Taką historię opowiada życie Krystyny Kaweckiej z Krzeczyna Wielkiego, która wczoraj świętowała swoje 90. urodziny. Z tej okazji jubilatkę odwiedził wójt Norbert Grabowski. Były kwiaty, tort, drobne upominki i dużo czasu na rozmowę oraz wspomnienia.
Krystyna Kawecka pochodzi z Kąkolewnicy w województwie lubelskim. Jej dzieciństwo przypadło na trudne wojenne czasy. Gdy miała zaledwie siedem lat, zmarła jej mama, miała tylko 29 lat i pięcioro dzieci. Najstarsza z rodzeństwa musiała szybko dorosnąć. Na szczęście nad całą rodziną czuwała babcia i bliscy, którzy pomogli wychować dzieci.
W wieku 16 lat wyruszyła w nieznane. Z jedną walizką przyjechała na Dolny Śląsk. Trafiła do Bielawy, gdzie zamieszkała w hotelu robotniczym i zaczęła uczyć się zawodu tkaczki. Przyjechała razem z siostrą.
W pobliskim Słupcu znajdował się hotel, w którym mieszkali górnicy pracujący w kopalni. Na jednej z zabaw poznała Zenona, swojego przyszłego męża. Najpierw zamieszkali w Nowej Rudzie, a później przeprowadzili się do Lubina. Tam budowali swoje rodzinne życie.
Początki nie były łatwe. Rodzina mieszkała w jednym pokoju, zimą w mieszkaniu było zaledwie kilkanaście stopni, a wodę trzeba było wnosić wiadrami na piętro. Z roku na rok było jednak coraz lepiej.
Jubilatka ma dwoje dzieci, dwóch wnuków i troje prawnuków. Przez całe życie najważniejsza była dla niej rodzina. Jak wspomina córka Barbara, mama zawsze była w domu, dbała o wszystkich, a na pyszne obiady wpadali zarówno znajomi dzieci, a później wnuków, np. na placki i pierogi.
Dziś role się odwróciły. Od dwóch lat pani Krystyna mieszka w Krzeczynie Wielkim pod opieką córki i jej rodziny.
– Historie takich osób są częścią historii naszej gminy. To pokolenie, które przyjechało tu z różnych stron Polski i budowało wszystko od początku. Pani Krystyna ma w sobie ogromną pogodę ducha i dystans do życia. Spotkanie z nią to była prawdziwa przyjemność – mówi wójt Norbert Grabowski.
Rodzina podkreśla, że jubilatka zawsze była spokojna, dobra i życzliwa. Czasem żartobliwie nazywano ją nawet Matką Teresą. Jej mąż przed śmiercią powiedział, że największym szczęściem w jego życiu było to, że ją spotkał i miał za żonę.
Pani Krystyna ma duże poczucie humoru i dystans do codziennych drobiazgów. Nawet trudniejsze sytuacje potrafi obrócić w żart. Życzymy kolejnych wielu lat w zdrowiu i otoczeniu miłością przez najbliższych.
Więcej zdjęć można zobaczyć na facebookowym profilu gminy Lubin.


