Jubilat z OsiekaKazimierz Wilanowski z Osieka przyjechał budować pierwsze szyby Zagłębia Miedziowego. Od tamtej pory minęło ponad sześćdziesiąt lat, a życie zaprowadziło go jeszcze w wiele miejsc, także za ocean. Właśnie skończył 90 lat i ma tyle wspomnień, że można byłoby nimi obdzielić kilka życiorysów. O niektórych opowiedział wójtowi Norbertowi Grabowskiemu i sołtysowi Dariuszowi Olszakowi, którzy odwiedzili go z urodzinowymi życzeniami.

Kwiaty i życzenia były tylko początkiem spotkania, które szybko zamieniło się w podróż przez dziewięć dekad. Był i niezwykły album przygotowany przez najbliższych jubilata. A wraz z kolejnymi fotografiami wracały wspomnienia. Te z dzieciństwa, z początków budowy Zagłębia Miedziowego i z ponad dwudziestu lat spędzonych w Ameryce. Pan Kazimierz pamięta niemal wszystko, opowiada barwnie, z humorem i taką swobodą, jakby większość tych wydarzeń rozegrała się całkiem niedawno.

Na jednej z fotografii stoi jako kilkuletni chłopiec obok mamy, brata i siostry. Do dziś pamięta, że zdjęcie zrobił w czasie wojny Niemiec. Na innych widać konie hodowane przez ojca, górnicze szyby, spotkania z ówczesnymi przedstawicielami władz państwowych, w tym Józefem Cyrankiewiczem, a później wielkie amerykańskie samochody. Każde zdjęcie jest początkiem kolejnej opowieści.

Jubilat z OsiekaKazimierz Wilanowski urodził się w 1936 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Dzieciństwo nie było łatwe. Kiedy miał zaledwie 13 lat, zmarła jego mama. Musiał szybko dorosnąć i przejąć część domowych obowiązków. Ciężka praca towarzyszyła mu zresztą przez większość życia.

Zawodową drogę rozpoczął jako górnik na Górnym Śląsku. Miał 23 lata, kiedy wraz z grupą stu górników przyjechał do Lubina, by uczestniczyć w budowie szybów kopalnianych przez PeBeKa.

Z tamtych czasów pamięta nie tylko ciężką pracę, ale również warunki, w jakich rodził się dzisiejszy Lubin. Miasto dopiero się rozwijało, brakowało mieszkań i infrastruktury

– Przyjechało nas stu, a po pół roku zostało może trzydziestu. Wielu nie odpowiadały warunki, bo przecież Lubina, jaki znamy dzisiaj, wtedy właściwie jeszcze nie było. Ja zostałem i nigdy tego nie żałowałem. Tutaj poznałem żonę, założyłem rodzinę. To były ciężkie czasy, ale też piękne lata, bo człowiek miał poczucie, że buduje coś od podstaw – wspomina Kazimierz Wilanowski.

Robotniczy pokój i gabinet wójta

Jubilat z OsiekaJedna z jego opowieści szczególnie zainteresowała Norberta Grabowskiego. Okazało się bowiem, że pierwszy pokój w hotelu robotniczym, w którym zamieszkał młody górnik, mieścił się w dzisiejszej siedzibie Urzędu Gminy Lubin i był dokładnie tym pomieszczeniem, w którym obecnie znajduje się gabinet wójta.

– Trudno o lepszy przykład tego, jak historia naszej gminy i całego regionu splata się z losami konkretnych ludzi. Siedzę dziś w gabinecie, który dla pana Kazimierza był kiedyś zwyczajnym pokojem w hotelu robotniczym. A przecież to właśnie dzięki pracy jego i tysięcy podobnych mu ludzi powstało Zagłębie Miedziowe, które znamy. Takie spotkania są dla mnie szczególnie cenne, bo pozwalają poznać historię nie z podręczników, ale od tych, którzy ją tworzyli – mówi wójt Norbert Grabowski.

Wybrał Osiek, choć inni marzyli o mieście

W Lubinie Kazimierz Wilanowski poznał przyszłą żonę Marię, która pracowała jako asystentka stomatologiczna jego ówczesnej sąsiadki. Założyli rodzinę, doczekali się dwóch synów. W 1971 roku podjął decyzję, która dla wielu znajomych była niezrozumiała. Kiedy mieszkańcy okolicznych wsi marzyli o przeprowadzce do rozwijającego się Lubina, on kupił działkę w Osieku i wybudował dom.

Koledzy przez lata żartobliwie nazywali go „wieśniakiem”. On jednak nie żałował swojego wyboru. W Osieku znalazł spokój, przestrzeń i bliskość przyrody. Dzisiaj, obserwując rozwój miejscowości, z uśmiechem zauważa, że Osiek właściwie przestał już być wsią.

Jubilat z OsiekaPrzywiązanie do natury pozostało. Podczas wizyty gości na drzewie obok domu pięknie śpiewały ptaki. Jak się okazało, nieprzypadkowo tak chętnie tutaj zaglądają. Gospodarz regularnie je dokarmia.

Nowe życie za oceanem

Historia jubilata mogłaby posłużyć za scenariusz niejednego filmu. W latach 80. zdecydował się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, by pracować i wesprzeć rodzinę. W Chicago założył firmę budowlano-remontową. Odnalazł się w zupełnie innym kraju, wśród nowych ludzi i nowych wyzwań. Angażował się również w działalność Towarzystwa Dolnośląskiego w Chicago. W Ameryce spędził ponad dwie dekady. Do Polski wrócił w 2006 roku.

Dzisiaj chętnie wspomina zarówno lata spędzone za oceanem, jak i początki pracy w Lubinie. Nadal regularnie, raz w miesiącu, spotyka się z dawnymi kolegami z PeBeKa. Z żalem przyznaje jednak, że z każdym rokiem jest ich coraz mniej.

Ma za to dużą rodzinę. Dwóch synów, czworo wnuków i pięcioro prawnuków. To właśnie najbliżsi przygotowali na jego 90. urodziny fotograficzną opowieść o życiu, którym można byłoby obdzielić kilka osób.

Nie ma czasu się starzeć

Kazimierz Wilanowski jest oczytany, muzykalny, towarzyski i wciąż ciekawy świata. Lubi ludzi, rozmowy, muzykę i przyrodę. Nie stracił poczucia humoru ani ochoty na poznawanie nowych rzeczy.

– Pan Kazimierz mówi, że nie ma czasu się starzeć, i po tym spotkaniu doskonale rozumiem dlaczego. Jest w nim ogromna ciekawość życia, otwartość na ludzi i niezwykła pogoda ducha. Z okazji dziewięćdziesiątych urodzin życzyłem mu przede wszystkim zdrowia, ale też tego, żeby jak najdłużej zachował tę energię i radość, którymi tak chętnie dzieli się z innymi – dodaje wójt Norbert Grabowski.

Sam jubilat przyznaje, że miał dobre życie, choć trudno mu uwierzyć, jak szybko minęło dziewięćdziesiąt lat. Zapytany o receptę na długowieczność i dobre zdrowie, śmieje się, że musiałby długo opowiadać.

– Miałem dobre życie, naprawdę nie mogę narzekać. Tylko ten czas tak szybko leci! Człowiek się obejrzał i już dziewięćdziesiąt lat. A recepta? Trzeba być ciekawym świata, interesować się ludźmi, nie bać się zmian. Ja po prostu nie mam czasu się starzeć – mówi z uśmiechem jubilat.

Więcej zdjęć można zobaczyć na facebookowym profilu gminy Lubin.