Nie ustają protesty rolników w całym kraju. Blokady dróg, wolne przejazdy traktorami organizowane są w różnych regionach. Rolnicy z powiatu lubińskiego, w tym reprezentanci gminy Lubin po raz kolejny wyjadą na główne ulice miasta. Protest organizowany będzie jutro w godzinach 10 – 14. Ostrzegamy przed utrudnieniami i przypominamy postulaty rolników.
Ostatni protest miał miejsce 16 lutego. Wtedy też rolnicy z powiatu lubińskiego reprezentowani przez przedstawicieli Rady Powiatowej Dolnośląskiej Izby Rolniczej przekazali m.in. na ręce wójta Tadeusza Kielana postulaty strajkowe. Najważniejsze to wstrzymanie importu produktów spoza Unii Europejskiej i odstąpienie od unijnej polityki „Zielonego ładu”. Wszystkie postulaty w całości publikujemy w dalszej części artykułu.
Poprosiliśmy przedstawicieli naszej gminy, którzy są rolnikami i dla których jest to podstawowe źródło utrzymania, o jak najprostsze
wyjaśnienie dlaczego protesty przybrały taką formę i co jest ich źródłem.
– Jesteśmy rozproszeni terytorialnie po całej Polsce, nie mamy innego sposobu przedstawienia i nagłośnienia swojej sytuacji ani innych form nacisku na władze. Zdajemy sobie sprawę, że nasze protesty mogą być dokuczliwe dla mieszkańców, ale walczymy także w ich imieniu. Polski rynek jest teraz zalany produktami rolnymi, które nie spełniają unijnych norm jakościowych, a my mamy pełne magazyny – mówi Łukasz Kurowski, rolnik z Obory i jednocześnie radny gminy Lubin, który aktywnie uczestniczy w protestach. – Nasze koszty produkcji wzrastają, ceny spadły nawet trzykrotnie i nie ma chętnych do kupna. W ubiegłym roku sprzedawałem tonę kukurydzy z kombajnu na polu za tysiąc złotych, dziś cena wynosi 340 zł. Mam tę sama kukurydzę a może nawet lepszą, bo ubiegłoroczna pogoda była dobra dla tej uprawy, tylko co z tego?
Rolnicy wyjaśniają, że niższe są teraz także dopłaty bezpośrednie, kiedyś oscylowały kiedyś wokół 800 – 900 złotych, dziś to około 500 zł. Może je otrzymać tylko ten rolnik, który spełnia wszystkie unijne wymogi, w tym te najnowsze dotyczące tzw. zielonego ładu, przeciwko któremu także trwa protest.
– Unia wymaga od nas ugorowania rokrocznie czterech procent naszych upraw. To tak jakby firma miała 100 taksówek i cztery z nich nie mogły przez rok zarabiać, a jednak konieczne byłoby ponoszenie kosztów ich utrzymania, czyli m.in. płacenia podatków. Dodatkowo ugorowanie, czyli okresowy brak upraw, zdaniem unijnych urzędników nie polega na tym, że z kawałkiem pola nic się nie robi tylko trzeba je przeorać. Nie może tam rosnąć na przykład trawa, ma być czarna ziemia – wyjaśnia Krzysztof Kandut rolnik i jednocześnie sołtys wsi Obora.
Takich przykładów rolnicy podają bardzo wiele.
– Podejdźmy z dużą wyrozumiałością do jutrzejszych protestów i wesprzyjmy rolników choćby mentalnie. Ich argumenty są bardzo rzeczowe i naszym wspólnym interesem jest to, by rolnictwo rozwijało się w jak najlepszym kierunku, bo wszyscy jesteśmy konsumentami – mówi Tadeusz Kielan, wójt gminy Lubin.
Na terenie naszej gminy jest 1314 gospodarstw rolnych, w tym:
- 883 o pow. 1 ha do 5 ha,
- 232 o pow. powyżej 5 ha do 10 ha,
- 166 o pow. powyżej 10 ha do 50 ha,
- 18 o pow. powyżej 50 ha do 100 ha,
- 9 o pow. powyżej 100 ha do 200 ha,
- 2 o pow. powyżej 200 ha o 300 ha,
- 3 o pow. powyżej 300 ha do 400 ha,
- 1 o pow. powyżej 500 ha,
A oto postulaty protestujących rolników:
- żądanie zatrzymania bezcłowego importu produktów rolnych z Ukrainy
- zakaz importu produktów rolnych z krajów spoza UE nie spełniających norm jakościowych wymaganych przez UE
- trwałe odstąpienie od polityki „zielonego łądu” w szczególności normy GAEC 8 dotyczącej ugorowania gruntów
- ułatwienie realizacji inwestycji rolniczych na obszarach wiejskich
- brak zgody na stopniowe wygaszanie hodowli zwierząt w Polsce
- wprowadzenie regulacji prawnych, które pozwolą chronić opłacalność produkcji i będą stabilizowały koszty produkcji w stosunku do poniesionych nakładów
- uregulowanie kwestii odszkodowań z tytułu strat w uprawach wyrządzanych prze gatunki prawnie chronione oraz weryfikacji list gatunków chronionych


