Gabinetowy, przedwojenny klasyk Continental niemieckiej firmy Wanderer WerkeIch dźwięk jest wyjątkowy, pobudza wyobraźnię i wyzwala kreatywność. Kto chociaż raz dotknął maszyny do pisania wie, że klawiatura komputera nigdy nie zastąpi tego uczucia. Imponująca kolekcja blisko 40 maszyn do pisania prezentowana jest na wystawie „Gmina Lubin – wczoraj i dziś”. To prawdziwa kolekcjonerska perełka.

Możemy zobaczyć najstarsze unikatowe eksponaty, wyprodukowane przed drugą wojną światową. Gabinetowy, przedwojenny klasyk Continental niemieckiej firmy Wanderer Werke Siegmar-Schönau, zdobiący secesyjne biurko, może wypróbować każdy odwiedzający. W bogatym zbiorze znajdują się również maszyny walizkowe z późniejszych lat ubiegłego wieku. Kolekcję tworzą maszyny nie tylko z
Polski i krajów europejskich. Możemy zobaczyć również amerykańską maszynę Royal.

Wiele dzieł światowej literatury napisanych zostało na tych niezwykłych, kultowych urządzeniach. Jednym z pierwszych użytkowników był Mark Twain, a w Polsce pod koniec XIX wieku swoje dzieła na maszynie pisał Bolesław Prus. Wisława Szymborska, choć należała jeszcze do epoki rękopisów, posługiwała się też maszyną do pisania i wytwarzała formę pośrednią – korygowany ręcznie maszynopis, który bywał podstawą wersji drukowanej.

Zdecydowana większość prezentowanych na wstawie maszyn do pisania pochodzi ze zbiorów wójta gminy Lubin Tadeusza Kielana.

– To urządzenia z wyjątkowo długą historią, zadziwiające swoją elegancją i dostojeństwem, czego doskonałym przykładem jest między innymi maszyna do pisania marki Mercedes. Przeżywają swój renesans ponieważ przestały być powszechne. Kiedyś były w każdym urzędzie i służyły do codziennej pracy, dziś przyglądamy się im z innej strony i dostrzegamy unikalność. Fascynuje mnie ich budowa, kształt, funkcjonalność. Sam korzystałem z maszyny Konsul. Nie można ich porównywać z komputerami – bo to zupełnie różne urządzenia – mówi wójt Tadeusz Kielan.

W okresie PRL-u na posiadanie maszyny do pisania trzeba było uzyskać specjalne zezwolenie, w przeciwnym razie właścicielowi groziły nawet trzy lata więzienia. W latach 50. był to towar strategiczny i numerowany, prowadzono rejestr pisma każdej maszyny. Czasem jednak pojawiały się na tajnych aukcjach albo były przemycane z zagranicy. Dopiero w latach 70. maszyny pojawiły się w wolnym obiegu.

Policja posiadała specjalne zestawienia o tym, kto w mieście dysponuje maszyną do pisania, a odpowiednie służby znały układ, krój czcionki i cechy każdego egzemplarza, aby dzięki temu móc po kroju pisma dojść do właściciela. To oczywiście służyło ścisłej kontroli pojawiających się w obiegu wydawnictw.

Dziś stanowią znak czasu lat minionych, są kolekcjonerskimi perłami, które zdobią niejedno stylowe wnętrze.